Rozmowa z Renatą Banasińską

z cyklu
Stoliczku nakryj się
Spotykamy się w nim na wirtualnej kawie z barwnymi postaciami. Ludźmi, którzy tworzą Coś z przypadkowych elementów lub wręcz z niczego. Za pomocą słów, pędzla, aparatu fotograficznego, nożyczek… Wachlarz narzędzi, podobnie jak ludzka wyobraźnia, jest nieograniczony. Podczas rozmowy nasz stolik zapełni się myślami, inspiracjami, obrazami, sekretami, odkryciami. Zapraszam na małą ucztę dla duszy. Mamy wolne miejsce, przysiądź się.

Małgosia: Zapytam tradycyjnie, kawa czy herbata?
Renata: Lubię i kawę, i herbatę. Jeżeli kawa to najlepiej espresso.
M: Ulubiony deser:
R: Każdy ;)

M: Czy prawdą jest, że znasz mowę drzew?
R: Niestety nie. Znam za to historię, który opowiada o tym jak utraciliśmy dar rozumienia mowy drzew. Kończy się ona zdaniem, że jeżeli uważnie wsłuchamy się w szum drzew to usłyszymy być może o czym szepczą. Mój kolega, który również jest opowiadaczem, Adam Markuszewski, prowadzi kąpiele leśne. Byłam na kilku z nich. To zanurzenie się w atmosferze lasu wszystkimi zmysłami, rodzaj uważnego spaceru. Wspaniałe doświadczenie.
M: Skąd biorą się opowieści? Gdzie ich szukasz, jak znajdujesz? A może to one znajdują Ciebie…
R: Opowieści biorą się z ludzkiej potrzeby opowiadania o tym co dla nas ważne, ciekawe, nieznane, intrygujące. Oswajają lęki, rozśmieszają, dają siłę, tłumaczą świat. Opowieści towarzyszą człowiekowi od zawsze. Można je znaleźć w książkach, w zapiskach z badań terenowych etnografów, w krótkich ogłoszeniach z gazet, można je usłyszeć od kogoś i wreszcie można je samemu wymyślać. Wszystko może stać się opowieścią – codzienność, przyroda, przypadkowe spotkanie, jakieś doświadczenie. Inspiracją może być również muzyka. Pewnego dnia obudziłam się z brzmiącym w mojej głowie motywem muzycznym. Wiedziałam, że będzie to początek opowieści o rusałce. Opowieści mają swój rytm, temat, przetworzenie, motyw, melodię – zupełnie jak muzyka.

M: Kto się boi braci Grimm?
R: To tytuł spektaklu narracyjnego Grupy 501 z którą opowiadam. Do jego powstania zainspirowała nas książka wydana przez Dwie Siostry „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm”. To wybór 50 tekstów z pierwszego wydania baśni braci Grimm. Tłumaczką i pomysłodawczynią książki jest Eliza Pieciul-Karmińska. Spektakl pokazaliśmy kilka razy w Warszawie i raz w Olsztynie. Pojawia się w nich życie, śmierć, strach, dowcip, kpina i humor. Wspaniała mieszanka. Pojawia się też i muzyka. Między innymi piosenka o Marlence mojego autorstwa i w moim wykonaniu. Melodia jest wesoła i prosta, łatwo wpadająca w ucho podczas gdy tekst opowiada o rzeczach mrocznych i strasznych jak zabójstwo dziecka i zrobienie z niego potrawki. Historię tę z nutą absurdalnego humoru opowiada Mirella Gliwińska, ja wcielam się w rolę ptaszka, który wyśpiewuje tę makabryczną przyśpiewkę.

M: Na Twojej ścieżce zjawiają się inni opowiadacze, jak choćby ze wspomnianej Grupy 501, czy też Kolektywu Opowieści Tamdarym…
R: Bo w grupie jest zawsze raźniej. Wspieramy się, inspirujemy, tworzymy wspólne projekty. Kryzysy też przeżywamy razem. Lubię powiedzenie afrykańskie – samemu idzie się szybciej, ale w grupie dociera się głębiej. W Polsce działa wiele różnych grup opowiadackich – między innymi Grupa 501, Kolektyw Opowieści Tamdarym, Karawana Opowieści, Łowcy Słów, Baśnie z Sześciu Stron Świata, Studnia O.

M: Będąc edukatorką wędrowną, dokąd wędrujesz, czego nauczasz?
R: Jako edukatorka współpracuję z dwoma muzeami – Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie i Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie. Tworzę i prowadzę warsztaty, spacery edukacyjne, oprowadzam po wystawie. Interesują mnie szczególnie mikrohistorie. Dlatego też razem z Katarzyną Hermann z Fundacji Verbascum stworzyłyśmy rodzinny spektakl narracyjny „Ołówki, ciuchcie i folwark” opowiadający historię Pruszkowa z perspektywy jej najmłodszych mieszkańców – dzieci. Wertowałam archiwa, oglądałam stare zdjęcia, czytałam relacje naocznych świadków ważnych wydarzeń z historii miasta, starałam się poznać historię kamienic, dowiedzieć się jak najwięcej kto w nich kiedyś mieszkał. Przy okazji odkryłam, że w Pruszkowie działał warsztat kowalski Zygmunta Banasińskiego. Może to nieprzypadkowa zbieżność nazwisk. Tradycje kowalskie w rodzinie mam ;) Teraz przygotowuję spacer z opowieściami po Pruszkowie. Chcę opowiedzieć historię wielokulturowego Pruszkowa z perspektywy codziennego życia jej mieszkańców w ciągu ostatnich 110 lat czyli od czasu uzyskania praw miejskich.
M: Kiedyś zdarzyło Ci się zawędrować bardzo daleko, czyli aż do… Hong Kongu.
R: Tak. We wrześniu na zaproszenie Konsulatu RP pojechałam do Hong Kongu aby opowiadać historie dzieciom i młodzieży ze szkoły polskiej. Przygoda życia i wspaniałe doświadczenie opowiadania historii w wielokulturowym i wielojęzycznym Hongkongu. Przywiozłam stamtąd wiele opowieści między innymi tę o smokach wlatujących do miasta. W wieżowcu, w którym mieszkałam na 47 piętrze nikt nie mieszkał. Zamiast mieszkalnego piętra była tam pusta przestrzeń. Mieszkańcy wierzą, że to z powodu smoków. Te latające jaszczury rano i wieczorem latają ze wzgórz do wodopojów. Smoki są nosicielami szczęścia i blokowanie im drogi mogłoby przynieść nieszczęście. Te powietrzne przejścia nazywane są „bramami smoków”.

M: Ukulele jest wiernym towarzyszem Twoich podróży i opowieści, zapewne też bardzo wdzięcznym…
R: Ukończyłam średnią szkołę muzyczną w klasie fletu poprzecznego. Jednak trudno jest opowiadać i równocześnie grać na flecie. Wtedy pomyślałam o ukulele – tylko 4 struny, mały gabaryt. Chciałam nauczyć się kilku akordów aby móc akompaniować sobie podczas śpiewu. I wtedy poznałam Piotra Mitkę i jego Domową Akademię Muzyki. I tak już drugi rok odkrywam krok po kroku przyjemność grania na instrumencie strunowym. Stworzyła się całkiem spora społeczność ukulelistów z DAM. Kupiłam cudowne nowe ukulele i tak jeżdżę z nim i opowiadam.
M: Najbardziej rozbajane miejsca w Warszawie…
R: Jest wiele takich miejsc. Opowieści można usłyszeć w bibliotekach, domach kultury, klubach, kawiarniach, podczas imprez plenerowych, w muzeach. Kiedyś nawet opowiadałam w zatłoczonej przychodni czekając na wizytę u lekarza :)

M: W Radomiu odbywa się regularnie Ogólnopolski Festiwal Opowieści. Czy Radom szczególnie kocha bajarzy, czy w innych polskich miastach odbywają się podobne wydarzenia?
R: Radom z pewnością kocha bajarzy! Ale zacznijmy od początku.
W marcu Grupa 501 organizuje „Przystanek Warszawa”. W tym roku po raz czwarty. Jest to spotkanie dla opowiadaczy i opowiadaczek z całej Polski. Spotykamy się aby świętować Światowy Dzień Opowieści przypadający w tym czasie. Ideą Przystanku jest, by sztuka opowiadania docierała do jak największej liczby osób.
W lipcu Szymon Góralczyk z Karawany Opowieści zaprasza na Kociewie na Tabor opowiadaczy – coroczne spotkanie miłośników opowiadania historii. Są warsztaty, opowieści przy ognisku i spacer z opowieściami w Arboretum w Wirtach.

W sierpniu jest organizowany przez Radomskie środowisko opowiadaczy Ogólnopolski Festiwal Opowieści w Radomiu. Przez 3 dni w ogrodzie Miejskiej Biblioteki w Radomiu można słuchać opowieści. Przyznawane są też wtedy nagrody Bajarza w różnych kategoriach.
Pod koniec roku w listopadzie w Warszawie odbywa się organizowany przez Studnię O Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania.
To tylko niektóre wydarzenia. Jest ich dużo więcej.
M: Rzeczywiście kalendarz jest bogaty. Czy masz swoje ukochane miejsca, w których odpoczywasz i wracasz „do siebie”?
R: Góry. W górach jest wszystko co kocham!
M: Do wiosny jeszcze trochę. Czy znasz jakiś dobry przepis na długie, zimowe wieczory
R: Bliskie jest mi myślenie, że zima to stan spoczynku i regeneracji. Tak się dzieje w naturze.
Mój ulubiony zestaw zimowy to FKKMS czyli fotel, koc, książka, muzyka, spacery po lesie.
M: Dziękuję bardzo za to spotkanie i zawijam się w ciepły kocyk.
R: Pozdrawiam i dziękuję za rozmowę:)
A oto co Renata poleca w swojej karcie dań. Dla duszy oczywiście:)


1 comment
Teresa
Z wielką przyjemnością przeczytałam rozmowę z Renatą Banasińską.
Zamierzam wybrać sobie coś z przygotowanego menu 🥰