top of page

Zegar z Kukułką

Bajka Szwajcarska

witryna sklepu za starociami

Boczna uliczka na Starym Mieście wiedzie do sklepu, gdzie szyld nad wejściem głosi napisem pozawijanym, że jest to Sklep z Osobliwościami. Bo z osobliwym sklep to towarem, gdzie zamiast nowych przedmiotów, stare. Stary sprzedawca w surducie starym, stare na nosie ma okulary.

DZYŃ, DZYŃ,

brzdęknął dzwoneczek nad drzwiami. Ktoś wszedł do sklepu ze starociami, żeby coś kupić, rozumieć ma się, albo po prostu przenieść się w czasie.


Dawno temu - zwykł mawiać pan sprzedawca - na długo zanim pojawiły się telefony komórkowe i telewizja, ludzie wierzyli we wróżki. Wierzyli, że mieszkają one na ziemi razem z olbrzymami, elfami i smokami. W świecie wróżek, rzeczy się po prostu wydarzają. A jeśli nie chcą się wydarzyć, to wróżki je zmyślają. Oczywiście pewnych rzeczy, jak słońce, czy księżyc nie da się zmienić, ale cała reszta...


Tego dnia pan sprzedawca reperował stary zegar. Na stoliku pod żółtą lampką leżały śrubki, sprężynki i inne drobiazgi.


Kiedyś, choć trudno w to dzisiaj uwierzyć, ludzie nie nosili przy sobie zegarków- zaczął opowiadał przy pracy - w ogóle nie interesowały ich godziny i minuty. Patrzyli sobie na słońce, które wędrowało po niebie. Widzieli, że na wschodzie pojawia się rano, a po południu oddala na zachodzie i to im wystarczało.

zegar słoneczny

Uczeni jednak, którzy lubią wszystko mierzyć, zauważyli, że kiedy słońce wędruje po niebie, cień wędruje po ziemi. Pomyśleli, że można by to wykorzystać do mierzenia czasu i zbudowali zegar słoneczny. Taki zegar kiedy dzień bezchmurny, kiedy pełno słońca, działa bez pomyłki, bez przerwy, bez końca. Przed światłem słonecznym nie może się chować wielka i okrągła tarcza zegarowa. Wysoka wskazówka co sterczy do góry, na tę jasną tarczę swój cień rzuca bury. Słońce sobie w górze stąd i stamtąd zerka, jak cień tej wskazówki tańczy po cyferkach.
Spodobał się ten pomysł ludziom i ustawiali takie zegary w swoich ogrodach.

sylwetka wróżki

Wróżki to stworzenia nocne i od słońca uciekają. Podobno gdyby tylko dosięgnął je choć jeden promień, natychmiast zamieniłyby się w kamień. Za to lubią księżyc i gwiazdy. Zaraz po zmierzchu wybiegają z leśnych kryjówek na łąki i do ogrodów i tam tańczą i bawią się aż do świtu. Ale im także spodobał się pomysł zegara słonecznego. Kiedy tylko znalazły taki w ogrodzie, tańczyły po nim całą noc, jak po wielkiej sali balowej pod gwiazdami.

sylwetka wróżki z kwiatem

Jednej nocy pojawiły się w ogrodzie pewnego starszego jak ja pana, którego nazwiska niestety nie pamiętam. Nazwijmy go ... Pan Tykalski. Mieszkał on pod samym lasem, więc wróżki miały do niego blisko. Pan Tykalski był z natury człowiekiem ciekawym świata i niezwykle pomysłowym. A w dodatku miał gołębie serce. Był cierpliwy dla dzieci, łagodny dla zwierząt, a wróżkom zostawiał słodkie okruszki w ogrodzie. Ale był przy tym niezwykle roztrargniony. Wiecznie szukał klucza od domu, gubił okulary, czapkę zostawiał w przypadkowych miejscach. Tak czy inaczej, bardzo zainteresował go pomysł zegara słonecznego i sprawił sobie taki do swojego ogrodu. Od tego czasu spędzał tam długie godziny, obserwował i rozmyślał. Zupełnie go ta cała sprawa pochłonęła.

sylwetka wróżki z różdżką

Tamtej nocy wróżki bawiły się w mam-chusteczkę-haftowaną na jego zagarze, kiedy jedna z nich zagwizdała na alarm. Ktoś idzie, kryć się! - krzyknęła i wszystkie czmychnęły pod tarczę. Okazało się, że w swoim roztargnieniu pan Tykalski postanowił sprawdzić którą godzinę pokazuje jego nowy zegar słoneczny. Zupełnie zapomniał, że słońce dawno zaszło, a na niebie świeciły już dawno gwiazdy. Założył płaszcz, zapalił latarnię i wyszedł do ogrodu, pogwizdując wesoło. Zbliżył się do zegara i jak zwykle pochylił. Zrobił kilka kroków, znów się pochylił. Zegar pokazał inną godzinę. Spróbował jeszcze raz. Chodził tak w tą i spowrotem i pochylał tarczą, a co się pochylił, zegar pokazywał inną godzinę. Chwycił się pan Tykalski za głowę i zaczął martwić, że jego nowy zegar się popsuł, kiedy gwiazda do niego mrugnęła z nieba, jakby chciała coś powiedzieć. Zaraz się zorientował, że słońca przecież nie ma, a cień na zegarową tarczę rzuca jego latarnia, z którą chodzi przecież w kółko. Szybko nacisnął czapkę na głowę i uciekł do domu w nadziei, że nikt z sąsiadów tego nie widział.Oj śmiały się wróżki z pana Tykalskiego, że gapa z niego. Ale gdy się już naśmiały zaczęły się zastanawiać:Właściwie dlaczego nie ma takiego zegara, który w nocy pokazywałby godzinę tak samo dobrze jak w dzień. Rzeczywiście nie było takiego, a skoro nie było, wróżki zaczęły go zmyślać. Zmyśliły ruchome wskazówki, kółka zębate i ciężarki. Zmyśliły śrubki, sprężynki i inne drobiazgi. Świetną miały zabawę zmyślając. Wreszcie postanowiły, że podrzucą te pomysły do głowy panu Tykalskiemu.

sylwetka wróżki z różdźką

Następnej nocy pojawiła mu się we śnie wróżka i powiedziała do niego:"Chociaż przerwałeś nam zabawę zeszłej nocy, wiemy, że zostawiasz nam zawsze słodkie okruszki w ogrodzie. Dlatego przyniosłam ci pewien pomysł. I wróżka wrzuciła mu do głowy pomysł na nowy zegar z ruchomymi wskazówkami. Wrzuciła cały mechanizm poruszający wskazówki, a na dokładkę dorzuciła drewniane ozdoby i rzeźbienia, żeby było ładnie. Pan Tykalski uśmiechał się przez sen i mamrotał pod nosem TIK TAK TIK TAK. I tak się obudził. Zegar rozpłynął się w powietrzu, wróżka zniknęła, a za oknem zaświeciło słońce.Zerwał się pan Tykalski z łóżka i jeszcze w piżamie i bamboszach pobiegł do swojego pracowni. Rozpierała go radość, jak zawsze, gdy przyszedł mu do głowy nowy pomysł. Pracował dzień i noc bez wytchnienia. Nie minął tydzień, jak skończył prace nad mechanizmem. No i zabrał się do rzeźbienia. Z ciemnego drewna orzechowego wyrzeźbił skrzynię na mechanizm, a cyferki i wskazówki wyciął z białej brzozy. Chciał się jakoś odwdzięczyć wróżkom za pomysł, więc zbudował dla nich mały domek z dwuspadzistym daszkiem zaraz nad zegarową tarczą. "Kto wie, może i w dzień zechcą mnie odwiedzić." pomyślał.

kukułka

Już kończył wycinać drzwiczki, kiedy przez otwarte okno pracowni wleciała kukułka. Przysiadła na chwilę na czapce, którą roztargniony mistrz zostawił przypadkiem na parapecie. Zakukała kilka razy i odfrunęła. Uśmiechnął się pan Tykalski, bo lubił ptaki, nawet takie łobuzy jak kukułki. Dopiero kiedy późnym wieczorem skończył pracę i podszedł do okna, żeby je zamknąć, zauważył w czapce kukułcze jajo. "A to nicpoń" pomyślał, ale wcale go to nie zdziwiło, powszechnie wiadomo, że kukułki swoje jajka podrzucają obcym. Co było robić. Nie bardzo wiedział, a był już bardzo zmęczony. Włożył więc jajo do wróżkowego domku nad tarczą zegarową, myśląc, że tam mu będzie tymczasem ciepło, a rano zastanowi się co dalej.No ale i o tym zapomniał w swym roztargnieniu, a dni mijały jeden za drugim, aż ich minęło dwanaście.Pan Tykalski wszedł rankiem do swojej pracowni, a tu drzwiczki nad zegarem nagle się otworzyły i wyfrunęła z niego mała kukułka. Kukała przy tym głośno i donośnie, jak to mają w zwyczaju młode, głodne kukułki. Kukułka dostała włochatą gąsieniczkę, a panu Tykalskiemu przyszedł do głowy nowy pomysł. Na szczęście został mu jeszcze kawałek ciemnego drewna orzechowego. Wyrzeźbił niesfornego ptaszka i umieścił go w domku nad zegarem, żeby swoim kukaniem oznajmiał godziny.

zegar z kukułką

No, gotowe - sprzedawca dokręcił ostatnią śrubkę i powiesił zegar na ścianie. Wskazówka minutowa była już bardzo blisko dwunastki, TIK TAK, TIK TAK, przesuwała się coraz bliżej i bliżej, aż wreszcie...KUKU, KUKU, KUKU, KUKU, KUKUWybiła piąta."Oho, pora zamykać - powiedział starszy pan i zaczął rozglądać się za czapką.

bottom of page