Otwiera się w nowej karcie

Bajki do czytania na dobranoc

Bajki do czytania na dobranoc. Mama pod kocem z synkiem i książką

Wieczór ma w sobie coś magicznego. Świat zwalnia, światła przygasają, hałasy cichną, a wyobraźnia budzi się i wyostrza. To idelany czas na niezwykły rytuał czytania do snu. Bliskość, wyciszenie, bajki do czytania i wspólne przeżywanie historii. To jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie możemy podarować dziecku.

Magiczny wieczór może zacząć się od ciepłej kąpieli. Najlepiej z pianą albo z mydlanymi bańkami.Nie może zabraknąć ulubionych zabawek, tych do kąpieli, czywiście:) Potem wskakujemy w miękkie piżamki i otulamy ciepłą kołdrą. Za oknem zapada zmrok, delikatne światło nocnej lampki sączy się przez abażur. Pluszowy miś siedzi już na swoim miejscu, otwiera się książka i … zaczynamy.

Głos płynie spokojnie, strona po stronie. Słuchamy uważnie, wyobraźnia przenosi nas w bajkowe miejsca, a potem niepostrzeżenie do krainy snu.

Są takie opowieści, do których chce się wracać. Delikatne i ciepłe. Pełne znaczeń i poruszające.
W zbiorze Latający dom i inne bajki znajdziesz siedem takich właśnie historii. O starej gazecie skrywającej magię, królu, który mając wszystko, zatęsknił za czymś, czego nie da się kupić. O świeczce, bojącej się własnego płomienia, tajemniczej mieszkance stryszku, młodym dębie marzącym o wielkości. O gwiazdce i dziewczynce, które – choć z różnych światów – odnalazły się nawzajem i wreszcie o domu, który pewnego pechowego dnia uniósł się po prostu w powietrze. Te bajki do czytania znajdziesz też w wersjach audio w podkaście Dobranocki…Do Słuchania…

Wieczorny rytuał wspólnego czytania to nie tylko czytanie książki. To bliskość, spokój, wyciszenie, wspólna przestrzeń. Taka magia codzienna, bez różdżek i efektów specjalnych. Wyciszenie. Bliskość. Wspólne przeżywanie. Dla dziecka bezpieczna kotficzka, pozwalająca bezpiecznie odpłynąć w sen, dla dorosłego cudowny pretekst, żeby sięgnąć po „niedorosłą” książkę i choć trochę poczuć się dzieckiem.

Przypomniały mi się właśnie czasy, kiedy mojedzieci były małe. Wieczór był czasem rytuałów. Wszystko zaczynało się od kąpieli, obowiązkowo z pianą. W wannie ladowały ulubione zabawki, nie zawsze przeznaczone do tego celu;) Kąpały się samochodziki, wagoniki kolejowe i całe rzesze miniaturowych bohaterów z bajek. Do dziś pamiętam nakręcanego nurka, który miał jak sądzę w swoim dorobku kilkadziesiąt długości wanny. Czasem zdarzały się bańki mydlane, albo bardziej wyjątkowe atrakcje typu wodne kredki do rysowania po łazienkowych płykach (oraz wannie i sobie samym).

Jak już temperatury wody nie dało się oszukać, ręcznik, piżamki i do łóżek. Chłopcy nigdy nie marudzili, że jeszcze nie chcą, bo wiedzieli, że będzie wspólne czytanie z mamą albo z tatą.

Tata czasem odpadał przed nimi i zasypiał czytając, szczególnie jeśli się zbyt wygodnie ułożył:) Ja byłam długodystansowcem.

Pamiętam te wieczory, bo nasze rytuały były nie do ruszenia. Jedyny pewnik w ciągu całego dnia. Choćbym była nie wiem, jak zmęczona, to musiało się odbyć, chłopcy na to liczyli. A ja tak naprawdę sama przy tym odpoczywałam. Bo za mną tyle było bieganiny i spraw różnorodnych, wraz z towrzyszącym odczuciem, że powinnam robić kilka rzeczy naraz, żeby ze wszystkim zdążyć. A wieczorem… wieczorem to wszystko odpadało i zostawało przekonanie, że teraz jest tylko tutaj, tylko to i tylko my. I że tak właśnie ma być.

Zostaw pierwszy komentarz