Otwiera się w nowej karcie

Małymi kroczkami

Rozmowa z Arletą Remiszewską

z cyklu

Stoliczku nakryj się

 

Spotykamy się w nim na wirtualnej kawie z barwnymi postaciami. Ludźmi, którzy tworzą Coś z przypadkowych elementów lub wręcz z niczego. Za pomocą słów, pędzla, aparatu fotograficznego, nożyczek… Wachlarz narzędzi, podobnie jak ludzka wyobraźnia, jest nieograniczony. Podczas rozmowy nasz stolik zapełni się myślami, inspiracjami, obrazami, sekretami, odkryciami. Zapraszam na małą ucztę dla duszy. Mamy wolne miejsce, przysiądź się.

Małgosia: Na początek, wolisz kawę czy herbatę​?
Arleta: Zdecydowanie herbatę – każdą poza owocową. Najbardziej lubię Earl Gray z bergamotką i zieloną z domieszką subtelnych smaków. Z kawą idzie mi gorzej, choć chciałabym się w niej rozsmakować. Niemniej czarna, bez niczego, jest dla mnie nie do wypicia – żeby wypić kawę, dodaję do niej śmietankę 30% i bitą śmietanę. Czyli team herbata :)

M: Herbata już się parzy, na stoliczek wjeżdża Twoje ulubione ciasto marchewkowe i tarta karmelowa, więc pozostańmy jeszcze na moment w tematyce deserów. Czy makowiec z rodzynkami może smakować wyłącznie w Święta?
A: Uważam, że makowiec z rodzynkami może smakować przez cały rok. Podobnie jak moja książka „Makowiec z rodzynkami” jest do połknięcia o dowolnej porze roku:) Czytelnicy i czytelniczki znajdą w niej uniwersalny przekaz, natomiast makowiec stanowi tam jedynie medium. Swoją drogą, ja nie lubię rodzynek w makowcu, zawsze je wydzióbuję widelcem.

M: To tak jak ja:) Chociaż za innymi bakaliami przepadam!
W jednej z recenzji przeczytałam, że Twoje książki zbudowane są na szczyptach…
A: Myślę, że moje pisanie można przyrównać do robienia ciasta. Szczypta cynamonu, szczypta soli, szczypta psychologii, szczypta astronomii, szczypta filozofii, szczypta magii…

M: Świetne porównanie. A co z pisaniem książek ma wspólnego taniec w rwącej rzece?
A: W moim przypadku, żeby coś napisać, z jednej strony muszę poddać się nurtowi rzeki myśli, ale z drugiej – mieć to pod kontrolą, jakoś w tym tańczyć. W pisaniu trzeba balansować między chaosem a kontrolą, nie dać się całkowicie porwać temu chaosowi. Równocześnie nie można jedynie stać w rzece, bo wtedy nic twórczego nie powstanie – pisanie może nas sparaliżować. Dlatego ważne jest, by w tym chaosie rwącej rzeki tańczyć, odnaleźć harmonię i rytm. Rwąca rzeka to także przeciwności – brak weny, wątpliwości, realna bądź potencjalna krytyka. Temu też nie można się poddać, tylko tańczyć dalej swój taniec.

M: Czasem otoczenie wydaje się mieć inny pomysł na nasze życie niż my sami. Jak walczyć o własne marzenia? Poruszasz ten temat w opowieści „O latarniczce, miłości i samotnym humbaku”.
A: Bryza – główna bohaterka książki  – musiała stawić czoło oczekiwaniom wobec kobiet, głęboko zakorzenionym na Wyspie Fjotle. Jej marzeniem było zostać latarniczką, jednak cała społeczność sprzeciwiała się temu pomysłowi – w końcu latarnikiem miał zostać mężczyzna. Choć Bryza musiała zmagać się z nieprzychylnymi komentarzami i spojrzeniami, nie poddała się. Wiedziała, że musi walczyć o swoje, nawet jeśli oznaczało to możliwość porażki. W walce o marzenia potrzebna jest odwaga, determinacja, systematyczność i… machanie ręką na tych, którzy chcą podcinać skrzydła. Równie ważne jest, by nie bać się porażki –tylko ci, którzy do niczego nie dążą, nigdy jej nie doświadczają.
Trudno mi jednak wygłaszać ogólne zalecenia. Każdy jest w innej sytuacji, ma inne możliwości. Czasami na drodze stoją cudze oczekiwania, czasami są to jednak ograniczone zasoby, niesprzyjające środowisko, problemy zdrowotne. Nie lubię powiedzenia „możesz wszystko, jeśli tylko chcesz”. To bardzo krzywdzące. Często musimy się rozeznać w realnych ograniczeniach i do nich dostosować. A w tym wszystkim starać się ze wszystkich sił choć zbliżyć do marzenia, do tego, kim chcemy być, jak widzimy swoje życie. To tak jak ze szczęściem. Może nie uda nam się osiągnąć stuprocentowego szczęścia (nie wiem nawet, czym by ono było) – lepiej starać się stawać o kilka procent szczęśliwszymi na przestrzeni czasu. Nie stawiajmy sobie celów, które nas unieszczęśliwiają. Nie jestem szczęśliwa na 100%? – o nie, napawa mnie to nieszczęściem. Nie warto pod sobą kopać dołków. Tak samo jest z marzeniami. Myślenie „wciąż nie spełniłem swojego marzenia”, takie myślenie zero-jedynkowe, wydaje mi się szkodliwe. Lepiej każdego dnia lub każdego tygodnia, miesiąca, zbliżać się do marzenia. Małymi kroczkami. I oczywiście nie przejmować się, że ludzie wokół mają inny pomysł na nasze życie. Niech zajmą się swoim – skoro wymyślają życie innym, to znaczy, że przed nimi jeszcze duuużo do pracy nad sobą 😉

M: Podoba mi się taka koncepcja budowania własnego szczęścia cegiełka po cegiełce, realizowanie marzeń po trochu, nieśpiesznie, ale konsekwentnie. Ty ponoć już od dziecka marzyłaś o zostaniu pisarką i… właśnie z nią rozmawiam:)
Niedawno przeczytałam twoją książkę „Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki”, gdzie to właśnie kot jest narratorem. Żeby wczuć się w rolę kociego detektywa trzeba sporo wiedzieć o kociej naturze…
A: Koty nie są mi obce. W moim życiu było ich kilka. Kaja, Dilfander, Trofinuu. Choć dużą rolę gra to, jak ja sobie koty wyobrażam. To moja przypadłość, z której śmieje się mój mąż – psiarz. Dla mnie koty są tajemnicze i, patrząc przez okno, rozmyślają o życiu. Musiałam te swoje poglądy przelać na papier i tak oto narodził się Kot Erwin :)

M: To była bardzo przyjemna i ciekawa lektura. I nie jedyna warta uwagi. W minionym roku jedna z Twoich książek zdobyła pewną nagrodę…
A: Tak, książka „Kruche życie pancernika” została laureatem Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Niezwykle się z tego cieszę! Jak sobie wspominam, że pisząc tę książkę, zastanawiałam się, czy znajdę wydawcę dla tak brawurowej, może nieco obrazoburczej książki, to ta nagroda wydaje mi się czymś nierealnym. Wyobrażam sobie dwie płaszczyzny czasowe: ja siedząca przy biurku (albo na łóżku… różnie bywa) i pisząca książkę… a po kilku latach również ja – ale już z wydaną książką i z nagrodą w ręku. K-O-S-M-O-S!

M: Gratuluję tego wyróżnienia! Stało się ono zapewne doskonałym pretekstem do wielu spotkań z Czytelnikami. Jakie pozostawiły one po sobie wrażenia?
A: Zadziwiająco dobre! Mówię „zadziwiająco”, bo jestem raczej osobą, dla której wystąpienia przed publicznością są trudne. Jestem też introwertyczna, więc szybko czuję się przestymulowana, gdy długo otaczają mnie ludzie (co nie znaczy, że ich nie lubię! To zupełnie nie tak). Potem wracam do domu, przebieram się w wygodne ciuchy i cieszę samotnością (albo gwarem moich dzieci ;P). Niemniej spotkanie z młodymi czytelnikami było dla mnie wydarzeniem naprawdę pozytywnym. Było mi po prostu, zwyczajnie, tak po ludzku, miło! Równocześnie poczułam dojmującą odpowiedzialność. Zobaczyłam, że ONI naprawdę czytają to, co ja napiszę, muszę więc mieć się na baczności :D

M: Poza pisaniem, a może przede wszystkim, zajmujesz się pracą naukową. Jak wygląda dzień z życia naukowca?
A: Mogę się wypowiadać za naukowców i naukowczynie w dziedzinie psychologii. Bywa tak, że każdy dzień przynosi inne wyzwania. Ja jednak staram się w miarę możliwości działać według planu, systematycznie. Mam listę zadań na cały dzień – czasami udaje się je zrealizować, czasami nie, ale staram się podchodzić do siebie z wyrozumiałością. Często muszę dostosować swój harmonogram do kursów na uczelni – tych, które sama prowadzę lub tych, w których uczestniczę jako słuchaczka. Gdy jednak są dni, że sama mogę ułożyć kolejność zadań, wówczas najczęściej rano piszę artykuł. Rano mój mózg pracuje najlepiej. Obecnie opisuję wyniki pierwszej tury swoich badań nad samoświadomością, pamięcią autobiograficzną i rozumieniem czasu u małych dzieci. Później prowadzę kolejne badania. Obecnie badam dzieci 3 letnie. Obserwujemy ich zachowanie podczas wykonywania zadań (które dla nich są świetną zabawą!) oraz badamy je z użyciem okulografu, czyli urządzenia do śledzenia kierunku spojrzenia. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że dzieci 2 i 3 letnie rozumieją czas lepiej, niż potrafią to wyrazić. Zaczęłam też projekt dotyczący pamięci autobiograficznej i myślenia o przyszłości z udziałem osób dorosłych. W tym badaniu wykorzystujemy EEG (elektroencefalografia), służące do rejestracji aktywności mózgu. No a potem z tymi wynikami można pojechać na konferencję np. do Japonii, co w zeszłym roku miałam przyjemność przeżyć. Oczywiście jak teraz o tym mówię, praca naukowca brzmi jak ciekawa przygoda, i tak w gruncie rzeczy często jest, ale równocześnie wiąże się to z ogromem pracy, niejednokrotnie stresem. Często mam wrażenie, że w głowie jestem w pracy cały czas, bo wciąż próbuję rozwiązać jakiś problem, myślę, jak coś zorganizować. Nie jest to zdrowe i staram się relaksować po 17 :) Na szczęście coraz więcej mówi się o work-life balance.

M: Wróćmy jeszcze do przedmiotu Twoich badań. Czym jest pamieć autobiograficzna?
A: To bardzo złożone pojęcie. Pamięć autobiograficzna umożliwia ludziom przypominanie sobie doświadczeń oraz informacji związanych z Ja. Ten system pamięciowy obejmuje pamięć epizodyczną, czyli pamięć dotyczącą tego, co, kiedy i gdzie się wydarzyło. Przy czym dotyczy ona wydarzeń doświadczonych osobiście, tego specyficznego poczucia, że to JA doświadczyłem danego wydarzenia. Na pamięć autobiograficzną składa się jednak również pamięć semantyczna informacji związanych z Ja, czyli np. jak mam na imię, gdzie mieszkam, moja data urodzenia, ulubiony kolor itd. To niezwykłe, jak ludzie różnią się pod względem pamięci autobiograficznej: tego, jak dużo wspomnień potrafią sobie przypomnieć, tego, jak te wspomnienia wyglądają w ich głowie, czy np. są wyraźne, czy rozmyte, czy widziane są z perspektywy własnych oczu, czy tak, jakby patrzyli na wszystko z zewnątrz, niczym obserwator. Różni się też perspektywa czasowa: dla niektórych osób to samo wydarzenie miało miejsce „niedawno”, a dla innych „bardzo dawno”. To wszystko jest fascynujące i badamy, co wpływa na te różnice.

M: Psycholog, który wywarł największy wpływ na Twoją pracę…
A: Jest ich naprawdę bardzo dużo! Endel Tulving, Gordon Gallup, Thomas Suddendorf. Qi Wang…
Endel Tulving dał podwaliny pod mój projekt dotyczący roli Ja w Mentalnych Podróżach w Czasie (czyli pamięci autobiograficznej i myśleniu o przyszłości). To Tulving powiedział, że „(…) nie ma podróży bez podróżnika”. Ja chcę sprawdzić to empirycznie.
Gordon Gallup stworzył najbardziej znany test samoświadomości, tzw. Test Lustra, który stosuje się obecnie u dzieci i u zwierząt. Sama używam tego testu w swoich badaniach z 2 latkami.
Thomas Suddendorf jest badaczem Mentalnych Podróży w Czasie i to jego prace czytam najczęściej.
Qi Wang otworzyła mi oczy na różnice międzykulturowe w pamięci autobiograficznej i samoświadomości. To niesamowite, że nawet na nasz rdzeń – coś co wydaje się tak bardzo nasze i tylko nasze – ma wpływ kultura. Przykładowo osoby z kultur wschodnich przywołują mniej wspomnień autobiograficznych, ich wspomnienia są mniej szczegółowe i przywoływane z perspektywy obserwatora – tak jakby patrzyli na siebie z zewnątrz. Z kolei ich Ja jest ściśle związane z innymi ludźmi, definiują swoje Ja w odniesieniu przede wszystkim do ról społecznych. W kulturach zachodnich natomiast wspomnienia są bardziej szczegółowe, żywe, przywoływane z perspektywy własnych oczu, a swoje Ja definiujemy w odniesieniu do własnych celów, cech. Oczywiście w tym wszystkim należy pamiętać o różnicach indywidualnych, które są ogromne w obrębie każdej kultury.

M: Filozof, którego myśl Cię uwiodła…

A: Nie mam jednego takiego filozofa. Podczas studiów filozoficznych poznawałam zarówno filozofię zachodnią, jak i wschodnią. To ta druga szczególnie mnie zafascynowała i wypełniła moje myśli. Filozofia wschodu ma ciekawe podejście do umysłu, kosmosu i czasu, tak odmienne od myśli zachodniej. Ciekawa jest np. koncepcja iluzoryczności umysłu – zrozumienie, że myśli i pragnienia nie są prawdziwym Ja. To tak inne od Kartezjańskiego „Cogito ergo sum” – „Myślę, więc jestem”. Interesujące jest też różne podejście do koncepcji czasu. Na Zachodzie czas jest liniowy – ma swój początek i koniec. W myśli wschodniej czas ma charakter cykliczny, kołowy. Interesują mnie również praktyki medytacyjne, które zyskują coraz większe zainteresowanie naukowców. Badania pokazują, że medytacja ma niezwykle pozytywny wpływ na mózg i ciało. Jest to więc interesujące w kontekście np. zdrowia psychicznego. Czy dzięki medytacji można poznać naturę rzeczywistości? Nie wiem, ale na pewno byłoby fajnie :)

M: Przerwa w pracy to czas na…
A: Pisanie książek oczywiście :D Łapię skrawki chwil, które mi zostały w ciągu dnia. Choćby napisanie jednego zdania już daje mi ogromną satysfakcję, bo dzięki temu wiem, że małymi kroczkami posuwam się do przodu, że nie stoję w miejscu. Czasami to bardzo mozolny proces, brakuje w tym flow, ale jakbym miała czekać na wenę i większy odcinek wolnego czasu, to mogłabym się nie doczekać – ostatnio naprawdę z tym ciężko. Poza pisaniem zawsze staram się wstać od biurka, wyjść na balkon, zrobić gimnastykę albo krótką sesję jogi, iść na spacer, pojeździć na orbitreku. Muszę się ruszać, żeby czuć, że żyję. Czasami sobie wyobrażam, że z Kosmosu obserwują nas kosmici, a my siedzimy przed tymi komputerami albo w telefonach. Trochę mnie przeraża, do czego to dąży. Ruszajmy się, polujmy na te mamuty! (powiedziała wegetarianka, ale wiecie, o co chodzi :).

Fushimi Inari

M: Popieram! Można też oddać się uprawie grządek:) Ponoć i na balkonie da się stworzyć taki mini, miejski ogródek działkowy.
Na Twoich profilach w mediach społecznościowych można czasem zaleźć zdjęcia z podróży. Najciekawsze miejsca, które odwiedziłaś
A: Japonia! To zdecydowanie do tej pory najciekawsze podróżnicze doświadczenie w moim życiu. Najbardziej zapadła mi w pamięć Świątynia Fushimi Inari w Kyoto. Wędrowałam tam w nocy wśród tysięcy bram Torii, które symbolizują przejście ze świata fizycznego, ziemskiego do świata bogów. Bardzo chciałabym tam wrócić. Głęboko w moim sercu jest również Norwegia. Odkąd byłam tam po raz pierwszy w 2012 roku, jestem zakochana: w fiordach, w trollach, nawet w deszczu :) Choć gdy następny raz pojechałam do Norwegii, w 2023 roku, na cel obrałam sobie deszczowe Bergen. Jak tam padało! Tak padało, że aż napisaliśmy z moim przyjacielem, z którym podróżowałam, wierszyk po norwesku: „drypp, drypp, det regner, disse trollene gråter…”(kap, kap, pada deszcz, to trolle płaczą ). Wtedy, przez cały dzień poruszając się w pelerynie, myślałam, że już nigdy tam nie wrócę. Teraz jednak planuję kolejną podróż do Norwegii. Serce nie sługa.

M: Oprócz meandrów ludzkiej psychiki interesuje Cię również astronomia, na zakończenie mam więc pytanie: co można wypatrzyć na nocnym niebie?
A: Mnie najbardziej ciekawi to, czego jeszcze nie zdołaliśmy wypatrzyć. Niesamowite, jakie odkrycia tam na nas czekają. Być może niektórych rzeczy nie będziemy w stanie nigdy zrozumieć. Cytując pana Kordiana z książki „Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki”, który kłócił się ze swoim przyjacielem – panem Miłoszem: „To niepojęte, że dla ciebie istnieje tylko długość, szerokość, wysokość i czas! (…) Jesteś jak płaszczak, który pełza po nieskończenie cienkiej kartce i nie potrafi pojąć, że może pójść jeszcze w górę albo w dół! Po prostu nie mieści się to w jego płaskiej, dwuwymiarowej głowie, tak jak w twojej nie mieści się, że Wszechświat to coś więcej, niż można objąć rozumem”.

Książki Arlety Remiszewskiej można znaleźć w księgarniach internetowych i na stronach wydawnictw, jak choćby:

Wydawnictwo Skrzat

Czytalisek

Empik

Więcej o autorce dowiesz się na:

@arleta.remiszewska_autorka

Arleta Remiszewska – profil autorski

A oto co Arleta poleca w swojej karcie dań. Dla duszy oczywiście:)

Dziękuję za wspaniałe spotkanie!!!

 

Zostaw pierwszy komentarz